Chlopi

JESIEŃ -rozdział I - Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. - Na wieki wieków, moja Agato, a dokąd to wędrujecie, co. - We świat, do ludzi, dobrodzieju kochany - w tyli świat. . . . - zakreśliła kijaszkiem łuk od wschodu do zachodu. Ksiądz spojrzał bezwiednie w tę dal i rychło przywarł oczy, bo nad zachodem wisiało oślepiające słońce; a potem spytał ciszej, lękliwiej jakby. . . - Wypędzili was Kłębowie, co. A może to ino niezgoda. . . . może. . . Nie zaraz odrzekła, wyprostowała się nieco, powlekła ciężko starymi wypełzłymi oczami po polach ojesieniałych, pustych i po dachach wsi, zanurzonej w sadach. - I. . . nie wypędzali. . . jakżeby. . . dobre są ludzie - krewniaki. Niezgody też nijakiej być nie było. Samam ino zmiarkowała, że trza mi w świat. Z cudzego woza to złaź choć i w pół morza. Trza było. . . roboty już la mnie nie miały. . . na zimę idzie, to jakże - darmo mi to dadzą warzę abo i ten kąt do spania. . . . A że rychtyk i ciołka odsadzili od maci. . . a i gąski, bo to już zimne nocki, trza zagnać pod strzechę, tom i zrobiła miejsce. . . jakże, bydlątek szkoda, Boże, stworzenie też. . . A ludzie dobre, bo mię choć latem przytulą, kąta ani tej łyżki strawy nie żałują, że se człowiek kiej jaka gospodyni paraduje. . . A na zimę we świat, po proszonym. Niewiela mi potrza, to se u dobrych ludzi uproszę i do zwiesny z Panajezusową łaską przechyrlam, a jeszcze się coś niecoś grosza uścibi - to rychtyk la nich na przednowek.